- Życzy pan sobie czegoś jeszcze ?
Zagaił uprzejmie barman, gdy tylko wychyliłem niewielką szklankę złocistego trunku.
- Jeszcze raz to samo.
Burknąłem, z niezadowoleniem zerkając na treść wiadomości od Ryana.- Kretyn...
Syknąłem przez zęby, prześlizgując się wzrokiem po kolejnych literach.
- Słucham ?
Doszedł mnie głos mężczyzny zza kontuaru, przerażony gwałtownie zwróciłem się ku niemu, omal nie wywijając pokaźnego orła do tyłu.
- To nie do pana.
Pospieszyłem z wyjaśnieniem po czym objąwszy palcami szkło wypełnione kolejną porcją whisky, znacząco spojrzałem na ekran telefonu. Ten jedynie uśmiechnął się niepewnie i skinąwszy głową wrócił do swoich obowiązków.
- No stary ! To zdrowie, za ,, It will rain" !
Usłyszałem radosny głos brata, a już po chwili jego dłoń z siłą wylądowała na moim ramieniu.
- Tja...
Mruknąłem na moment podnosząc wzrok z nad ekranu telefonu, stukając szklanką w kieliszek i unosząc ją do ust.
- Wszystko w porządku ?
Na dźwięk głosu przyjaciela, z moich ust uciekł cichy pomruk niezadowolenia.
Kurwa, czy na prawdę nie można mieć chociaż chwili spokoju ?!
Pomyślałem i wsuwając urządzenie do kieszeni spodni odwróciłem się twarzą do sterczącego za mną już od dłuższej chwili Phila.
- Tak, wszystko OK.
Wymamrotałem spoglądając mu w twarz i siląc się na uśmiech. Widziałem, że chce jeszcze coś powiedzieć, ale zważywszy na moją niemrawą minę najwyraźniej zmienił zdanie i posyłając mi słaby uśmiech ruszył w stronę parkietu, na którym rządziła już reszta zespołu. Przyglądając się ich podrygom poczułem jak urządzenie w mojej kieszeni przeszywa wibracja, przewróciwszy oczami zerknąłem na ekran, a upewniwszy się, iż pozostanę nie zauważony chwyciłem kurtkę i szybkim krokiem opuściłem klub.
* * *
Ustawiwszy samochód pod posesją znajomego oparłem głowę, o zagłówek i wsparłszy ręce na kierownicy z zaciśniętymi zębami wpatrywałem się przed siebie.
- Co ja tu kurwa robię ?
Wymamrotałem do samego siebie i wziąwszy parę głębszych wdechów wysiadłem z auta, kierując się ku frontowym drzwiom okazałego domu by, już po chwili bezceremonialnie wkroczyć do zacienionego holu, a następnie rozsiąść się na obitej czarną skórą sofie na środku klimatycznie oświetlonego salonu.
- Yyymm... Bruno ?
Z chwilowego zamyślenia w jakie wpadłem wpatrując się w migoczący obraz telewizora gwałtownie wyrwał mnie zaskoczony głos Ryana, który już po chwili dzierżąc w dłoni otwartą butelkę browara z szelmowskim uśmiechem dosiadł się obok mnie.
- Rozmyśliłeś się ?
Zagadnął i pociągnąwszy łyka z butelki wbił we mnie ciekawskie spojrzenie.
- Nie.
Wzruszyłem ramionami i posyłając mu ukradkowe spojrzenie na powrót utkwiłem spojrzenie w ekranie przed nami.- Przyszedłem, żeby ci osobiście powiedzieć, że nie będzie już żadnego interesu, ani dzisiaj, ani jutro, ani nigdy.
Mam dość rozumiesz ?
Mam dość twoich popapranych pomysłów i świecenia za ciebie oczami, gdy nie wypalają.
Powiedziałem na jednym wdechu, po czym spojrzałem na niego badawczo, chcąc się upewnić, że zarejestrował każde z wypowiedzianych przeze mnie słów.
- I to wszystko dla jakiejś osamotnionej laski ?
Bąknął kręcąc głową z niedowierzaniem, a po moich plecach przebiegł dreszcz.
- Nie tylko.
Mruknąłem wymijająco, nie odrywając wzroku od telewizora.
- Ale głównie dla niej ?
Naciskał wgapiając się w moją twarz tak jakby chciał przewiercić wzrokiem moje myśli.
- Może.
Wzruszyłem obojętnie ramionami, na co ten wybuchnął śmiechem i sprzedając mi siarczystego kuksańca odparł.:
- Dla pierwszej lepszej laski chcesz puścić taką kasę...
Ty na prawdę masz nierówno pod czaszką.
- I kto to mówi.
Mruknąłem cicho, jednak wciąż wystarczająco głośno by, usłyszał.
- W jakim ty świecie żyjesz ? Stary, to nie romantyzm !
Nie ta, to inna.
Laski przychodzą i odchodzą...
Powiedział bez emocji, a mi aż zaparło dech.
To był najbardziej kretyński i egoistyczny wywód jaki kiedykolwiek słyszałem !
- Czy ty kiedykolwiek się zakochałeś ?
Palnąłem bez namysłu, a gdy ten wybuchnął śmiechem od razu pożałowałem swoich słów.
- Najwidoczniej nie.
Sapnąłem przewracając oczami i upijając łyk wody z cytryną jaką zostałem poczęstowany.
- Czy ty właśnie próbujesz powiedzieć, że poczułeś do niej miętę ?
Odpowiedział pytaniem na pytanie, po czym na nowo zaniósł się śmiechem, a ja wnet poczułem silną potrzebę by, rozbić mu tą butelkę na głowie.
Zachowywał się jak skończony dupek.
Nic nie odpowiedziałem, a on parsknąwszy z rozbawieniem wymruczał coś pod nosem i rzuciwszy mi rozbawione spojrzenie pociągnął z szyjki kolejne kilka łyków.
Nie, poprawka.
On był skończonym dupkiem.
Nie chcąc już dłużej wysłuchiwać żałosnych tyrad na temat niższości kobiet i naiwności Lany, z rozległym westchnieniem podniosłem się z kanapy i skierowałem do drzwi.
Nim jednak zdążyłem je otworzyć w moich uszach ponownie zabrzmiał jego kpiący głos.:
- Wciąż wierzysz, że ją odzyskasz ?
Nic nie odpowiedziałem, uznając, że moje słowa najprawdopodobniej i tak nic nie zmienią, a zarzuciwszy kurtkę na ramiona postąpiłem krok poza próg domu i z niekrytą wściekłością trzasnąłem za sobą drzwiami.
Muszę znaleźć jakiś sposób by, znów była moja...
______________________________________________
Dobry wieczór !
Wieem, zdecydowanie zbyt późna pora na wstawianie odcinka i to jednego z najkrótszych odcinków jakie ostatnio napisałam...,ale mówiąc szczerze...
wszystkie wydarzenia dzisiejszego dnia skutecznie zabrały mi czas jaki chciałam poświęcić powyższemu rozdziałowi...
No, mniejsza o to.
Jak Wam się podobał ?
Piszcie Wasze opinie i wracajcie w przyszłą niedzielę !
< Będzie gorąco :>.
Love you !
sobota, 12 września 2015
czwartek, 10 września 2015
Rozdział 32
Ze specjalną dedykacją dla Iwony- mojej prywatnej mentorki do pisania.
:*
_____________________________
Westchnąwszy głęboko dopięłam ostatni guzik białej koszuli, a wsunąwszy ją w czarne rurki zerknęłam na swoje odbicie.
Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku, lecz przy dłuższej obserwacji z łatwością można było dostrzec cienie pod oczami i przemęczone spojrzenie, będące konsekwencjami krótkiego, urywanego snu jakim ostatnimi czasy raczyła mnie noc...
(...)
-Wszystko w porządku ?
Zagadnęła blondynka, gwałtownie wyrywając mnie z małego światka wspomnień w jakim przed kilkoma chwilami utonęłam.
- Słucham ?
Bąknęłam, wnet zdając sobie sprawę iż od dłuższego czasu nawet nie mrugnęłam...
- Pytam, czy wszystko OK ? Ostatnio nie wyglądasz najlepiej...
Powtórzyła dziewczyna wbijając we mnie zatroskane spojrzenie i zajmując miejsce po przeciwnej stronie stolika.
- Tak, tak... ostatnimi czasy po prostu kiepsko sypiam...
Zbagatelizowałam, a chcąc odwrócić jej uwagę od mojego mizernego wyglądu skinęłam na arkusz, który nieprzerwanie trzymała w dłoni.- A to co ?
Niebieskooka jeszcze przez chwilę wpatrywała się we mnie zmieszana tak nagłą zmianą tematu, po czym potrząsając głową na nowo przybrała twarz w uśmiech i położyła kartkę tak bym mogła przeczytać zawarte na niej słowa.
Prześlizgnąwszy wzrok po starannie wykaligrafowanym zdaniu, ponownie zwróciłam spojrzenie na moją rozmówczynię i wybałuszając ze zdziwieniem oczy, jęknęłam. :
- I to niby ma pomóc ? Przecież Posner to oczko w głowie Stradfordowej ! Wątpię, że...
Nim jednak zdążyłam wyrazić swoją niepewność przerwał mi pewny głos blondynki.:
- Oczywiście, że pomoże. Oczko, nie oczko, ale mimo wszystko wydaje mi się, że ona jest zbyt pazerna by, pozwolić sobie na stratę dobrego imienia, a szczególnie po tym jak wybroniłaś Bruna. Jesteś dobrym adwokatem i ona też dobrze wie, że jeśli cię zwolni z pewnością z otwartymi ramionami przyjmie cię ktoś inny...
- Tak sądzisz ?
Bąknęłam, uśmiechając się pod nosem na myśl, o pochlebstwach jakie, może i nieświadomie Susane zawarła w swojej wypowiedzi...
- Ja to wiem. To jak ? Podpiszesz i zaniesiesz to na jej biurko ?
- Niech będzie...
Westchnęłam głęboko, dołączając swój podpis do pozostałych...- Ale zanim oddam mu tą przysługę, Posner musi po sobie posprzątać.
Dodałam i opróżniwszy papierowy kubek po kawie, wyrzuciłam go do śmietnika, po czym opuściłam kafejkę, kierując się do tego, który przed kilkoma tygodniami zabrał mi skrawek prywatnego życia...
* * *
Zatrzasnąwszy za sobą drzwi oparłam się plecami , o ich framugę i wbiłam wzrok w przypatrującego mi się z uśmiechem mężczyznę.
- No, proszę ! Panna McCarthy we własnej osobie...
Bąknął ironicznie,na co moje oczy zatoczyły teatralne koło, a nim zdążył coś jeszcze wybełkotać ostro ucięłam jego idiotyczną zaczepkę.
- Daruj sobie. Oboje wiemy po co tu jestem...- syknęłam, gromiąc go pogardliwym spojrzeniem.- Więc teraz z łaski swojej rusz cztery litery i spraw by, ta plotka zniknęła z wszelkich mediów w jakich zaistniała.
- Nie jestem cudotwórcą Słońce.
Prychnął dorzucając kolejną już iskrę do płonącego we mnie ognia.
Na te słowa z trudem hamując się od sprzedania mu sierpowego, postąpiłam parę kroków ku niemu i oparłszy dłonie na dębowym blacie biurka, odparłam.:
- W takim razie, dobrze ci radzę, abyś się nim stał.
Tak jak myślałam, w pierwszej chwili po prostu się roześmiał lecz widząc mój lodowaty wzrok opanowując chichot, zapytał.:
- Czy to jest groźba ?
- Jedynie rada.
Odparłam oschle i odwróciwszy się na pięcie opuściłam pomieszczenie.
(...)
Z sercem podchodzącym do gardła i niemal rozdzierającym mi żyły pulsem niepewnie zacisnąwszy piąstkę, delikatnie zapukałam do drzwi biura dyrektorki, a usłyszawszy krótkie ,, proszę" z trudem opanowując drżenie kolan wyprostowana i pozornie pewna siebie wkroczyłam do pomieszczenia i złożywszy na jej biurku biały arkusz, odparłam.:
- Witam, jestem tutaj aby w imieniu wszystkich pracowników złożyć do pani rąk dokument z prośbą.
- Prośbą ?
Powtórzyła kobieta, a po moich plecach przegalopował ostry dreszcz. Nie zdobywając się na wykrztuszenie słowa, jedynie skinęłam głową twierdząco.
- Myślę, iż jakiejkolwiek tłumaczenia okażą się zbędne, ponieważ wszystko zostało zawarte na zalegającym przed panią arkuszu. Pani rolą natomiast będzie wydanie decyzji, czy prośba jest słuszna.
Powiedziałam w końcu, przerywając panującą pomiędzy nami ciszę, na co ta nawet nie podnosząc wzroku z nad kartki skinęła twierdząco i dała mi znak bym opuściła biuro.
Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi ktoś pociągnął mnie za rękę i po chwili wprowadził do zapełnionej po brzegi kawiarni.
Dopiero po chwili zdołałam się zorientować w sytuacji i z trudem nabierając powietrza, odchrząknęłam co zwróciło ku mnie dziesiątki ciekawskich spojrzeń.
- Rozpatrzy ją.
Odparłam krótko, a pomieszczenie na nowo spowił gwar, radosnych rozmów i drwin.
- Mówiłam, że nie będzie aż tak strasznie...
Usłyszałam za sobą głos Susane, a odwróciwszy się w stronę z którego dochodzi zostałam obdarzona serdecznym uściskiem.
- To prawda... Było jeszcze gorzej !
Powiedziałam, po czym obie wybuchnęłyśmy, krótkim śmiechem.
* Tydzień później*
- Ty podła szmato !
Na dźwięk tych słów odchyliłam się delikatnie na fotelu i zerknęłam z rozbawieniem na kipiącego ze złości Jack'a, który teraz niemal susami przemierzał moje biuro.- Co to do cholery jest ?!
Krzyknął ciskając na blat przede mną zadrukowany papier z podpisem Stradfordowej.
- Jak mniemam to twoje wypowiedzenie.
Odparłam z trudem powstrzymując napad śmiechu.
- To widzę ! Ale...
- Skoro widzisz to po co pytasz ?
Zapytałam uśmiechając się pod nosem, a tym samym doprowadzając go do białej gorączki.- Z tego co pamiętam sam powiedziałeś, że w tej kancelarii nie ma miejsca na nas dwoje...
- Miałem na myśli ciebie.
Warknął najwyraźniej nie pocieszony faktem przytoczenia jego własnych słów przeciwko niemu. Na moment zagryzł wargę i już miał na końcu języka kolejną obelgę, gdy wnet całe pomieszczenie wypełnił dźwięk otwieranych z łoskotem drzwi.
- Panie Posner... pan jeszcze tutaj ? Z tego co wiem już pan tutaj nie pracuje.
Zabrzmiał głos Stradfordowej, a mężczyzna momentalnie odskoczył niczym oparzony i rzucając mi gniewne spojrzenie otworzył usta by, coś powiedzieć lecz nim wydał z siebie dźwięk, kobieta dodała ostro.:
- Jeśli chce pan zachować resztki godności, radziłabym po prostu wyjść.
Jack nagle zmalał i niczym zbity pies, z podkulonym ogonem, szybkim krokiem, nawet się nie odwracając opuścił pomieszczenie.
Kobieta jeszcze chwilę patrzyła na mnie z delikatnym uśmiechem, po czym jakby zapominając po co przyszła zamknęła za sobą drzwi.
Jeszcze jakiś czas niczym w transie wgapiałam się w przestrzeń przed drzwiami, w której chwilę temu miało miejsce osobliwe zajście po czym wybuchając śmiechem wystukałam wiadomość do Jane.:
Lana : Musimy to opić !
Po czym pozbierałam swoje rzeczy i wyszłam z biura...
______________________________________
Cześć !
Po stokroć przepraszam Was, że rozdział nie ukazał się ani wczoraj, ani w niedzielę, a dopiero dzisiaj, lecz niespodziewanie w moim rodzinnym życiu powstały pewne komplikacje, a szkoła...
Uhh... no mniejsza z tym...
A jak Wam mija drugi tydzień edukacji ?
I jak Wam się podoba rozdział ?
Piszcie bo, jestem ciekawa ! :))
Na następny natomiast zapraszam już po jutrze !
Love you so much, and see ya on Saturday !
<3<3
:*
_____________________________
Westchnąwszy głęboko dopięłam ostatni guzik białej koszuli, a wsunąwszy ją w czarne rurki zerknęłam na swoje odbicie.
Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku, lecz przy dłuższej obserwacji z łatwością można było dostrzec cienie pod oczami i przemęczone spojrzenie, będące konsekwencjami krótkiego, urywanego snu jakim ostatnimi czasy raczyła mnie noc...
(...)
-Wszystko w porządku ?
Zagadnęła blondynka, gwałtownie wyrywając mnie z małego światka wspomnień w jakim przed kilkoma chwilami utonęłam.
- Słucham ?
Bąknęłam, wnet zdając sobie sprawę iż od dłuższego czasu nawet nie mrugnęłam...
- Pytam, czy wszystko OK ? Ostatnio nie wyglądasz najlepiej...
Powtórzyła dziewczyna wbijając we mnie zatroskane spojrzenie i zajmując miejsce po przeciwnej stronie stolika.
- Tak, tak... ostatnimi czasy po prostu kiepsko sypiam...
Zbagatelizowałam, a chcąc odwrócić jej uwagę od mojego mizernego wyglądu skinęłam na arkusz, który nieprzerwanie trzymała w dłoni.- A to co ?
Niebieskooka jeszcze przez chwilę wpatrywała się we mnie zmieszana tak nagłą zmianą tematu, po czym potrząsając głową na nowo przybrała twarz w uśmiech i położyła kartkę tak bym mogła przeczytać zawarte na niej słowa.
Prześlizgnąwszy wzrok po starannie wykaligrafowanym zdaniu, ponownie zwróciłam spojrzenie na moją rozmówczynię i wybałuszając ze zdziwieniem oczy, jęknęłam. :
- I to niby ma pomóc ? Przecież Posner to oczko w głowie Stradfordowej ! Wątpię, że...
Nim jednak zdążyłam wyrazić swoją niepewność przerwał mi pewny głos blondynki.:
- Oczywiście, że pomoże. Oczko, nie oczko, ale mimo wszystko wydaje mi się, że ona jest zbyt pazerna by, pozwolić sobie na stratę dobrego imienia, a szczególnie po tym jak wybroniłaś Bruna. Jesteś dobrym adwokatem i ona też dobrze wie, że jeśli cię zwolni z pewnością z otwartymi ramionami przyjmie cię ktoś inny...
- Tak sądzisz ?
Bąknęłam, uśmiechając się pod nosem na myśl, o pochlebstwach jakie, może i nieświadomie Susane zawarła w swojej wypowiedzi...
- Ja to wiem. To jak ? Podpiszesz i zaniesiesz to na jej biurko ?
- Niech będzie...
Westchnęłam głęboko, dołączając swój podpis do pozostałych...- Ale zanim oddam mu tą przysługę, Posner musi po sobie posprzątać.
Dodałam i opróżniwszy papierowy kubek po kawie, wyrzuciłam go do śmietnika, po czym opuściłam kafejkę, kierując się do tego, który przed kilkoma tygodniami zabrał mi skrawek prywatnego życia...
* * *
Zatrzasnąwszy za sobą drzwi oparłam się plecami , o ich framugę i wbiłam wzrok w przypatrującego mi się z uśmiechem mężczyznę.
- No, proszę ! Panna McCarthy we własnej osobie...
Bąknął ironicznie,na co moje oczy zatoczyły teatralne koło, a nim zdążył coś jeszcze wybełkotać ostro ucięłam jego idiotyczną zaczepkę.
- Daruj sobie. Oboje wiemy po co tu jestem...- syknęłam, gromiąc go pogardliwym spojrzeniem.- Więc teraz z łaski swojej rusz cztery litery i spraw by, ta plotka zniknęła z wszelkich mediów w jakich zaistniała.
- Nie jestem cudotwórcą Słońce.
Prychnął dorzucając kolejną już iskrę do płonącego we mnie ognia.
Na te słowa z trudem hamując się od sprzedania mu sierpowego, postąpiłam parę kroków ku niemu i oparłszy dłonie na dębowym blacie biurka, odparłam.:
- W takim razie, dobrze ci radzę, abyś się nim stał.
Tak jak myślałam, w pierwszej chwili po prostu się roześmiał lecz widząc mój lodowaty wzrok opanowując chichot, zapytał.:
- Czy to jest groźba ?
- Jedynie rada.
Odparłam oschle i odwróciwszy się na pięcie opuściłam pomieszczenie.
(...)
Z sercem podchodzącym do gardła i niemal rozdzierającym mi żyły pulsem niepewnie zacisnąwszy piąstkę, delikatnie zapukałam do drzwi biura dyrektorki, a usłyszawszy krótkie ,, proszę" z trudem opanowując drżenie kolan wyprostowana i pozornie pewna siebie wkroczyłam do pomieszczenia i złożywszy na jej biurku biały arkusz, odparłam.:
- Witam, jestem tutaj aby w imieniu wszystkich pracowników złożyć do pani rąk dokument z prośbą.
- Prośbą ?
Powtórzyła kobieta, a po moich plecach przegalopował ostry dreszcz. Nie zdobywając się na wykrztuszenie słowa, jedynie skinęłam głową twierdząco.
- Myślę, iż jakiejkolwiek tłumaczenia okażą się zbędne, ponieważ wszystko zostało zawarte na zalegającym przed panią arkuszu. Pani rolą natomiast będzie wydanie decyzji, czy prośba jest słuszna.
Powiedziałam w końcu, przerywając panującą pomiędzy nami ciszę, na co ta nawet nie podnosząc wzroku z nad kartki skinęła twierdząco i dała mi znak bym opuściła biuro.
Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi ktoś pociągnął mnie za rękę i po chwili wprowadził do zapełnionej po brzegi kawiarni.
Dopiero po chwili zdołałam się zorientować w sytuacji i z trudem nabierając powietrza, odchrząknęłam co zwróciło ku mnie dziesiątki ciekawskich spojrzeń.
- Rozpatrzy ją.
Odparłam krótko, a pomieszczenie na nowo spowił gwar, radosnych rozmów i drwin.
- Mówiłam, że nie będzie aż tak strasznie...
Usłyszałam za sobą głos Susane, a odwróciwszy się w stronę z którego dochodzi zostałam obdarzona serdecznym uściskiem.
- To prawda... Było jeszcze gorzej !
Powiedziałam, po czym obie wybuchnęłyśmy, krótkim śmiechem.
* Tydzień później*
- Ty podła szmato !
Na dźwięk tych słów odchyliłam się delikatnie na fotelu i zerknęłam z rozbawieniem na kipiącego ze złości Jack'a, który teraz niemal susami przemierzał moje biuro.- Co to do cholery jest ?!
Krzyknął ciskając na blat przede mną zadrukowany papier z podpisem Stradfordowej.
- Jak mniemam to twoje wypowiedzenie.
Odparłam z trudem powstrzymując napad śmiechu.
- To widzę ! Ale...
- Skoro widzisz to po co pytasz ?
Zapytałam uśmiechając się pod nosem, a tym samym doprowadzając go do białej gorączki.- Z tego co pamiętam sam powiedziałeś, że w tej kancelarii nie ma miejsca na nas dwoje...
- Miałem na myśli ciebie.
Warknął najwyraźniej nie pocieszony faktem przytoczenia jego własnych słów przeciwko niemu. Na moment zagryzł wargę i już miał na końcu języka kolejną obelgę, gdy wnet całe pomieszczenie wypełnił dźwięk otwieranych z łoskotem drzwi.
- Panie Posner... pan jeszcze tutaj ? Z tego co wiem już pan tutaj nie pracuje.
Zabrzmiał głos Stradfordowej, a mężczyzna momentalnie odskoczył niczym oparzony i rzucając mi gniewne spojrzenie otworzył usta by, coś powiedzieć lecz nim wydał z siebie dźwięk, kobieta dodała ostro.:
- Jeśli chce pan zachować resztki godności, radziłabym po prostu wyjść.
Jack nagle zmalał i niczym zbity pies, z podkulonym ogonem, szybkim krokiem, nawet się nie odwracając opuścił pomieszczenie.
Kobieta jeszcze chwilę patrzyła na mnie z delikatnym uśmiechem, po czym jakby zapominając po co przyszła zamknęła za sobą drzwi.
Jeszcze jakiś czas niczym w transie wgapiałam się w przestrzeń przed drzwiami, w której chwilę temu miało miejsce osobliwe zajście po czym wybuchając śmiechem wystukałam wiadomość do Jane.:
Lana : Musimy to opić !
Po czym pozbierałam swoje rzeczy i wyszłam z biura...
______________________________________
Cześć !
Po stokroć przepraszam Was, że rozdział nie ukazał się ani wczoraj, ani w niedzielę, a dopiero dzisiaj, lecz niespodziewanie w moim rodzinnym życiu powstały pewne komplikacje, a szkoła...
Uhh... no mniejsza z tym...
A jak Wam mija drugi tydzień edukacji ?
I jak Wam się podoba rozdział ?
Piszcie bo, jestem ciekawa ! :))
Na następny natomiast zapraszam już po jutrze !
Love you so much, and see ya on Saturday !
<3<3
środa, 26 sierpnia 2015
Rozdział 31
ścieżka dźwiękowa
Chłodny powiew wiatru delikatnie zwiał moje włosy, które opadając na plecy, pozostawiły na nich nieprzyjemny, mroźny dreszcz...
- Ja... to wszystko stało się tak szybko,
nigdy nie chciałam cię okłamać, ani zdradzić,
ale to co poczułam do niego...
to było silniejsze ode mnie, kiedy jego usta po raz pierwszy dotknęły moich warg...
chciałam z tym walczyć, ale nie umiałam...
Zaczęło się niewinnie,
kawy po pracy, od czasu do czasu spotkania poza kancelarią...
zatracałam się w nim,
uzależniał mnie z każdym dotykiem,
słowem,
pieszczotą, coraz mocniej,
pokazywał inną stronę uczuć...
bardziej żywą, bardziej pociągającą, taką której pragnęłam,
tą której ty mi nie dałeś...
Szepnęłam rzucając mu ukradkowe spojrzenie- pozwoliłam mu
mydlić mi oczy tysiącem słów, których chciałam słuchać,
tysiącem słów, które odwracały moją uwagę od tego w jaki sposób mnie wykorzystywał...
dla jednego spojrzenia ryzykowałam całe swoje życie, przyjaciółkę, pracę, reputację. Oddawałam mu wszystko bo,ty...
... nigdy nie miałeś dla mnie czasu, nigdy nie stałam w twojej hierarchii wyżej niż praca,
on natomiast...
dawał mi więcej niż oczekiwałam,
dawał mi... siebie, czas, uwagę.
Pozwalał na wybicie się ponad rzeczywistość...
był przyjacielem, pocieszeniem, stał się moim powietrzem.
Dla niego okłamywałam wszystkich dookoła okłamywałam siebie, dobrze to wiedząc łamałam wszelkie zasady, a patrząc w jego źrenice czułam, że gdyby tylko tego chciał zrobiłabym to wszystko jeszcze raz.
Owszem czasami przychodziły chwile otrzeźwienia, ale zaraz po nich przychodził głód...
Próbowałam z nim skończyć, ale gdy tylko przychodziła słabość na nowo padałam w jego ramiona.
Nie dostrzegałam niczego...
byłam skłonna rzucić dla niego wszystko, a on...
Okłamał mnie, kłamał z każdym słowem,
kłamał gdy mówił, że przeprasza,
że kocha...
Wszystko miał zaplanowane i zapewne ów plan by, wypalił gdyby nie te kilka słów...
ta rozmowa, której świadkiem nie powinnam być...
Przerwałam na moment by, powstrzymać łzy, które na wspomnienie tamtego dnia poczęły strumieniami wypływać spod powiek.- Byłam głupia... wiem co teraz, o nie myślisz i wiem, że jestem ostatnią, która mogłaby, o to prosić, ale...
wybacz...
Szepnęłam z bólem spoglądając w pełne smutku oczy mężczyzny.
(...)
Z trudem przełykając ślinę patrzyłem jak spod jej powiek wypływają kolejne łzy,
niewątpliwie cierpiała,
a ja chociaż bardzo chciałem nie umiałem ukoić jej bólu...
- Proszę odezwij się.
Jęknęła ponownie pozostawiając na mojej koszulce ciemny ślad łez...- Powiedz coś...cokolwiek.
- Ja... muszę... muszę pozbierać myśli, pobyć sam...- szepnąłem ostatni raz gładząc palcami włosy, które zwiewane przez bryzę falami opadały na rozedrgane ramiona szatynki.
Pozwoliła mi odejść i zamknąwszy się w sobie na nowo dała upust rozpaczy.
Czułem jak z każdą sekundą, w której spoglądam na jej postać coś rozdziera mnie od środka,
odwróciwszy się więc na pięcie ruszyłem w cień uśpionego lasu,
z każdym krokiem tonąc we własnych słabościach...
Tak, jej słowa mnie zraniły,
zraniły mnie swoją szczerością, bowiem uświadomiły jak bardzo się myliłem...
Jak bardzo myliłem się, o wszystko ją obwiniając.
Była tylko człowiekiem,
słabą, samotną dziewczyną, która pragnęła jedynie prawdziwej miłości,
pragnęła uwagi,
uczucia, którego jej szczędziłem.
A które znalazła u niego...
Traciłem ją, pozwalałem jej kochać i cierpieć
...dla niego...
Jak mogłem być aż tak ślepy ?!
Tak cholernie głupi...
(...)
Biorąc głęboki wdech ponownie spojrzałam na skrzący się srebrem granat morza. A czując na ramionach dłoń Szwajcara szybkim ruchem otarłam z policzka samotną łzę, która od dłuższego czasu znaczyła szlak na szkarłacie, spłonionej skóry.
- A ty ?
Na dźwięk jego głosu po moich plecach przebiegł kolejny, chłodny dreszcz.
- Ja... co ?
Szepnęłam nie odwracając wzroku od głębi w jakiej chwilę temu go zatopiłam.
Doskonale wiedziałam, iż jest świadom zagrywki w jaką go wciągam, natomiast on pomimo tego postanowił wziąć w niej udział i nie zważając na trud z jakim niewątpliwie przychodziło mu wyartykułowanie tych słów, dodał.:
- Wciąż go kochasz ?
I wnet poczułam jak w moich płucach braknie tlenu...- Kochasz go ? Odpowiedz.
Naciskał, rozdrapując każdą z jeszcze tak świeżych ran.
- Artur...
- Proszę tylko nie kłam...
Wciąż go kochasz ?
Tak.
Nie !
Tak, wciąż, nieprzerwanie... do szaleństwa.
- Nie. Już nie.
Skłamałam i choć zaraz potem odwróciłam wzrok wiedziałam,
wiedziałam, że uwierzył...
- A więc obiecaj...
Szepnął ponownie zatapiając spojrzenie w moich źrenicach.- Obiecaj, że już zawsze będziesz moja.
Dodał, na nowo wzbudzając w moim sercu bezkresną panikę.
Szybko odwróciłam wzrok, zrozumiał...
Mógł prosić, o wszystko lecz on zapragnął mieć to czego nie posiadałam nawet ja...
____________________________________________
Dobry wieczór kochani !
Wiem rozdział miał się ukazać dopiero w niedzielę, ale nie mam serca już Was przetrzymywać, więc oto on !
Mam nadzieję, że się nie zawiedliście ?
Piszcie jak Wam się podobał, no i jak tam pierwszy dzień w szkole ?
Ahh...na kolejny zapraszam w niedzielę !
Przepraszam więc za niesłowność i do zobaczenia !
Love ya !
<3
Chłodny powiew wiatru delikatnie zwiał moje włosy, które opadając na plecy, pozostawiły na nich nieprzyjemny, mroźny dreszcz...
- Ja... to wszystko stało się tak szybko,
nigdy nie chciałam cię okłamać, ani zdradzić,
ale to co poczułam do niego...
to było silniejsze ode mnie, kiedy jego usta po raz pierwszy dotknęły moich warg...
chciałam z tym walczyć, ale nie umiałam...
Zaczęło się niewinnie,
kawy po pracy, od czasu do czasu spotkania poza kancelarią...
zatracałam się w nim,
uzależniał mnie z każdym dotykiem,
słowem,
pieszczotą, coraz mocniej,
pokazywał inną stronę uczuć...
bardziej żywą, bardziej pociągającą, taką której pragnęłam,
tą której ty mi nie dałeś...
Szepnęłam rzucając mu ukradkowe spojrzenie- pozwoliłam mu
mydlić mi oczy tysiącem słów, których chciałam słuchać,
tysiącem słów, które odwracały moją uwagę od tego w jaki sposób mnie wykorzystywał...
dla jednego spojrzenia ryzykowałam całe swoje życie, przyjaciółkę, pracę, reputację. Oddawałam mu wszystko bo,ty...
... nigdy nie miałeś dla mnie czasu, nigdy nie stałam w twojej hierarchii wyżej niż praca,
on natomiast...
dawał mi więcej niż oczekiwałam,
dawał mi... siebie, czas, uwagę.
Pozwalał na wybicie się ponad rzeczywistość...
był przyjacielem, pocieszeniem, stał się moim powietrzem.
Dla niego okłamywałam wszystkich dookoła okłamywałam siebie, dobrze to wiedząc łamałam wszelkie zasady, a patrząc w jego źrenice czułam, że gdyby tylko tego chciał zrobiłabym to wszystko jeszcze raz.
Owszem czasami przychodziły chwile otrzeźwienia, ale zaraz po nich przychodził głód...
Próbowałam z nim skończyć, ale gdy tylko przychodziła słabość na nowo padałam w jego ramiona.
Nie dostrzegałam niczego...
byłam skłonna rzucić dla niego wszystko, a on...
Okłamał mnie, kłamał z każdym słowem,
kłamał gdy mówił, że przeprasza,
że kocha...
Wszystko miał zaplanowane i zapewne ów plan by, wypalił gdyby nie te kilka słów...
ta rozmowa, której świadkiem nie powinnam być...
Przerwałam na moment by, powstrzymać łzy, które na wspomnienie tamtego dnia poczęły strumieniami wypływać spod powiek.- Byłam głupia... wiem co teraz, o nie myślisz i wiem, że jestem ostatnią, która mogłaby, o to prosić, ale...
wybacz...
Szepnęłam z bólem spoglądając w pełne smutku oczy mężczyzny.
(...)
Z trudem przełykając ślinę patrzyłem jak spod jej powiek wypływają kolejne łzy,
niewątpliwie cierpiała,
a ja chociaż bardzo chciałem nie umiałem ukoić jej bólu...
- Proszę odezwij się.
Jęknęła ponownie pozostawiając na mojej koszulce ciemny ślad łez...- Powiedz coś...cokolwiek.
- Ja... muszę... muszę pozbierać myśli, pobyć sam...- szepnąłem ostatni raz gładząc palcami włosy, które zwiewane przez bryzę falami opadały na rozedrgane ramiona szatynki.
Pozwoliła mi odejść i zamknąwszy się w sobie na nowo dała upust rozpaczy.
Czułem jak z każdą sekundą, w której spoglądam na jej postać coś rozdziera mnie od środka,
odwróciwszy się więc na pięcie ruszyłem w cień uśpionego lasu,
z każdym krokiem tonąc we własnych słabościach...
Tak, jej słowa mnie zraniły,
zraniły mnie swoją szczerością, bowiem uświadomiły jak bardzo się myliłem...
Jak bardzo myliłem się, o wszystko ją obwiniając.
Była tylko człowiekiem,
słabą, samotną dziewczyną, która pragnęła jedynie prawdziwej miłości,
pragnęła uwagi,
uczucia, którego jej szczędziłem.
A które znalazła u niego...
Traciłem ją, pozwalałem jej kochać i cierpieć
...dla niego...
Jak mogłem być aż tak ślepy ?!
Tak cholernie głupi...
(...)
Biorąc głęboki wdech ponownie spojrzałam na skrzący się srebrem granat morza. A czując na ramionach dłoń Szwajcara szybkim ruchem otarłam z policzka samotną łzę, która od dłuższego czasu znaczyła szlak na szkarłacie, spłonionej skóry.
- A ty ?
Na dźwięk jego głosu po moich plecach przebiegł kolejny, chłodny dreszcz.
- Ja... co ?
Szepnęłam nie odwracając wzroku od głębi w jakiej chwilę temu go zatopiłam.
Doskonale wiedziałam, iż jest świadom zagrywki w jaką go wciągam, natomiast on pomimo tego postanowił wziąć w niej udział i nie zważając na trud z jakim niewątpliwie przychodziło mu wyartykułowanie tych słów, dodał.:
- Wciąż go kochasz ?
I wnet poczułam jak w moich płucach braknie tlenu...- Kochasz go ? Odpowiedz.
Naciskał, rozdrapując każdą z jeszcze tak świeżych ran.
- Artur...
- Proszę tylko nie kłam...
Wciąż go kochasz ?
Tak.
Nie !
Tak, wciąż, nieprzerwanie... do szaleństwa.
- Nie. Już nie.
Skłamałam i choć zaraz potem odwróciłam wzrok wiedziałam,
wiedziałam, że uwierzył...
- A więc obiecaj...
Szepnął ponownie zatapiając spojrzenie w moich źrenicach.- Obiecaj, że już zawsze będziesz moja.
Dodał, na nowo wzbudzając w moim sercu bezkresną panikę.
Szybko odwróciłam wzrok, zrozumiał...
Mógł prosić, o wszystko lecz on zapragnął mieć to czego nie posiadałam nawet ja...
____________________________________________
Dobry wieczór kochani !
Wiem rozdział miał się ukazać dopiero w niedzielę, ale nie mam serca już Was przetrzymywać, więc oto on !
Mam nadzieję, że się nie zawiedliście ?
Piszcie jak Wam się podobał, no i jak tam pierwszy dzień w szkole ?
Ahh...na kolejny zapraszam w niedzielę !
Przepraszam więc za niesłowność i do zobaczenia !
Love ya !
<3
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
Rozdział 30
- Jane... ja naprawdę nie jestem w nastroju na wyprawy po klifach...
Odparłam ze znużeniem spoglądając na podekscytowaną przyjaciółkę.
Ta jednak pominęła moją uwagę milczeniem, co mówiąc szczerze jeszcze bardziej mnie zirytowało...- To może powiesz mi chociaż gdzie jedziemy ?
- Niespodzianka to niespodzianka.
Odparła zdawkowo i posyłając mi ciepły uśmiech ponownie utkwiła spojrzenie w punkcie przed nami.
- Ale, może chociaż...
- Nie.
- A...- nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć brunetka zupełnie nie reagując na kolejne już z rzędu pytanie, o tym samym typie co poprzednie, sięgnęła do srebrzącej się gałki i jednym sprawnym ruchem podgłośniła radio wyraźnie dając mi do zrozumienia, iż nie mam żadnych szans by, odkryć chociaż rąbek tajemnicy.
Podczas jazdy jeszcze parę razy,podjęłam próbę wyciągnięcia od dziewczyny choćby najmniejszej wskazówki jednak za każdym razem słyszałam jedynie jak podśpiewuje pod nosem lub w milczeniu wystukuje na kierownicy rytm wydobywającego się z radia utworu.
W końcu najwyraźniej zmęczona moją niemal dziecięcą dociekliwością zajęła mnie pytaniami odnośnie stanu zdrowia i samopoczucia mojego ojca, który kilka dni wcześniej powrócił ze szpitala.
* * *
Z podekscytowaniem czekałam, aż Jane znajdzie dogodne miejsce i w końcu zgasi silnik toteż gdy brunetka stając na parkingu oznajmiła iż mogę wysiąść zamarłam w bezruchu i zwróciwszy ku niej zdziwione spojrzenie zapytałam.:
- A ty ?
Ta jedynie uśmiechnęła się radośnie i kiwając głową przecząco, znacząco spojrzała na klamkę od drzwi, na której chwilę temu zacisnęły się moje palce.
Nic już nie rozumiejąc podążyłam za jej milczącą sugestią, a gdy czarna Honda zniknęła za zakrętem rozejrzałam się dookoła.
Parking ze względu na porę dnia był opustoszały,
nie bardzo wiedząc co począć po raz kolejny rozejrzałam się po otaczającym mnie skrawku niezalesionej ziemi, a dostrzegłszy niewielką dróżkę prowadzącą zapewne w stronę urwiska skierowałam się ku niej ze zdziwieniem zauważając iż ktoś kto najwidoczniej zawitał tu przede mną pokwapił się, o ułożenie ze znalezionych w lesie gałęzi małych, koślawych, ale w gruncie rzeczy uroczych strzałek.
Nie wiele myśląc podążyłam, ów szlakiem i po dobrych kilku minutach przystanęłam oniemiała u wejścia na omiecioną wieczorną poświatą polanę na jednej ze skarp.
Na przytulnym kocu zalegającym tuż na krawędzi pomimo nikłego światła dostrzegłam elegancką zastawę dla dwojga,
wokół dodając całości niesamowitego romantyzmu jaśniały dziesiątki, malutkich świeczek,
a przyjemnie ciepłe powietrze przeszywały dźwięki piosenki : ,, I don't wonna miss a thing" -
zespołu Aerosmith.
Piosenki podczas, której wraz z Arturem zatańczyliśmy pierwszy taniec,
piosenki w której akompaniamencie Szwajcar pewnego dnia poprosił mnie najpierw, o chodzenie, a kilka lat później, o rękę...
Z szerokim uśmiechem na drżących ze wzruszenia wargach rozejrzałam się w poszukiwaniu bruneta, a w końcu go zauważając stąpając na palcach zbliżyłam się do niego i objąwszy go od tyłu w pasie zaciągnęłam się intensywną perfumą.
Ten najpierw ujął w dłonie moje ręce, a następnie odwróciwszy się do mnie przodem delikatnie wziął w ramiona.
- Przepraszam skarbie...
Szepnął składając mi na czubku głowy subtelny pocałunek,
nie umiejąc mu na to odpowiedzieć jedynie mocniej objęłam go w pasie pozwalając by, ciepło jego ciała przelało się również na mnie.- Przepraszam za wszystkie dni kiedy nie miałem dla ciebie czasu, za wszystkie wieczory które spędzałaś samotnie i za nasze kłótnie, których ostatnimi czasy...było zdecydowanie za dużo.
Wnet pod moimi powiekami ponownie zebrało się morze łez, dlaczego ?
Kiedy tak staliśmy w mocnym uścisku ciałem byłam przy Arturze lecz moje mimo iż zranione, wciąż zaparte w uczuciach serce rwało się do tego,
który jednym słowem rozszarpał je na strzępy...
Chcąc zagłuszyć nagły przypływ emocji przycisnęłam wargi do ust Szwajcara i przymykając oczy w pełni oddałam się ulotnej chwili tak rzadkiej w naszym związku bliskości...
- Wszystkiego najlepszego Słońce.
Mruknął nagle na moment rozłączając nasze usta, czując nagły przypływ gorąca odsunęłam się minimalnie i spojrzawszy mu w oczy poczęłam gorączkowo rozmyślać jakie święto mogło wypaść mi z głowy...- Żeby następne nasze wspólne lata były lepsze od minionych...
Rocznica !
Dziś mijał trzeci rok naszej...
bliższej znajomości.
- Taak by, były lepsze.
Szepnęłam pozwalając by, pojedyncza łza w ciszy spłynęła po moim spłonionym policzku.
* * *
- Ależ one są piękne...
Jęknęłam patrząc na srebrzysty blask jaki roztaczał się na Mlecznej Drodze.
- Nie tak piękne jak ty.
Mruknął Artur delikatnie głaszcząc mój policzek.
Nie będąc przygotowana na tego typu komplement z jego strony zachichotałam zawstydzona i nie znajdując słów by, jakkolwiek zareagować jedynie zerknęłam na niego z płonącymi policzkami i posyłając ku niemu kolejny tego wieczoru uśmiech splatając palce na jego karku poprowadziłam nasze języki w długim tańcu, który z każdą sekundą przeistaczał się w żarliwą potrzebę bliskości, wymykając się spod mojej kontroli i na nowo rozbudzając we mnie to coś, co kiedyś pchnęło mnie w objęcia mężczyzny.
Jeszcze krwawiące serce wnet przemówiło i gdy tylko jego palce znalazły się blisko sprzączki od stanika z trudem hamując oddech odepchnęłam go od siebie i przepraszająco spoglądając w ogień pod jego powiekami, szepnęłam.:
- Ja... Nie mogę...
Brunet w jednej chwili oderwał się ode mnie, a powróciwszy na swoje miejsce zmierzył moją postać nic nierozumiejącym spojrzeniem, które jeszcze nasiliło uderzenia z jakimi do mojej świadomości powracała myśl, o konieczności wyznania mu całej prawdy.
- Jasne, rozumiem.
Skinął głową i rzucił mi pełne troski spojrzenie.
Przez chwilę siedząc po turecku tuż obok niego zastanawiałam się co miał na myśli, a zdając sobie z tego sprawę rozważyłam poważnie wymówienie się niedyspozycją.
Jednak tak szybko jak zaczęłam tak szybko również zakończyłam, ów rozmyślania i wziąwszy głęboki oddech zaczęłam.:
- Nie, to nie to...- bąknęłam zwracając ku sobie jego spojrzenie.- Długo nad tym myślałam,ale po wielu dniach... zrozumiałam, że powinieneś to wiedzieć...
Zamilkłam na chwilę by, móc dokładniej przyjrzeć się jego reakcji.
Nie był pewien do czego zmierzam, jego palce jeszcze bardziej zacieśniły się na mojej dłoni, a on zdjęty niepewnością patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
- To znaczy ?
Wydusił w końcu, a ja nabierając w płuca powietrza, niemal niesłyszalnym szeptem, odparłam.:
- Kłamałam...
______________
A oto i on...
Nie mogę uwierzyć, że za nami już trzydzieści rozdziałów !
Tak szybko minęło...
Właśnie, rozdział, jak się podobał ?
Czytajcie, piszcie i wracajcie w czwartek !
<3
:*
Odparłam ze znużeniem spoglądając na podekscytowaną przyjaciółkę.
Ta jednak pominęła moją uwagę milczeniem, co mówiąc szczerze jeszcze bardziej mnie zirytowało...- To może powiesz mi chociaż gdzie jedziemy ?
- Niespodzianka to niespodzianka.
Odparła zdawkowo i posyłając mi ciepły uśmiech ponownie utkwiła spojrzenie w punkcie przed nami.
- Ale, może chociaż...
- Nie.
- A...- nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć brunetka zupełnie nie reagując na kolejne już z rzędu pytanie, o tym samym typie co poprzednie, sięgnęła do srebrzącej się gałki i jednym sprawnym ruchem podgłośniła radio wyraźnie dając mi do zrozumienia, iż nie mam żadnych szans by, odkryć chociaż rąbek tajemnicy.
Podczas jazdy jeszcze parę razy,podjęłam próbę wyciągnięcia od dziewczyny choćby najmniejszej wskazówki jednak za każdym razem słyszałam jedynie jak podśpiewuje pod nosem lub w milczeniu wystukuje na kierownicy rytm wydobywającego się z radia utworu.
W końcu najwyraźniej zmęczona moją niemal dziecięcą dociekliwością zajęła mnie pytaniami odnośnie stanu zdrowia i samopoczucia mojego ojca, który kilka dni wcześniej powrócił ze szpitala.
* * *
Z podekscytowaniem czekałam, aż Jane znajdzie dogodne miejsce i w końcu zgasi silnik toteż gdy brunetka stając na parkingu oznajmiła iż mogę wysiąść zamarłam w bezruchu i zwróciwszy ku niej zdziwione spojrzenie zapytałam.:
- A ty ?
Ta jedynie uśmiechnęła się radośnie i kiwając głową przecząco, znacząco spojrzała na klamkę od drzwi, na której chwilę temu zacisnęły się moje palce.
Nic już nie rozumiejąc podążyłam za jej milczącą sugestią, a gdy czarna Honda zniknęła za zakrętem rozejrzałam się dookoła.
Parking ze względu na porę dnia był opustoszały,
nie bardzo wiedząc co począć po raz kolejny rozejrzałam się po otaczającym mnie skrawku niezalesionej ziemi, a dostrzegłszy niewielką dróżkę prowadzącą zapewne w stronę urwiska skierowałam się ku niej ze zdziwieniem zauważając iż ktoś kto najwidoczniej zawitał tu przede mną pokwapił się, o ułożenie ze znalezionych w lesie gałęzi małych, koślawych, ale w gruncie rzeczy uroczych strzałek.
Nie wiele myśląc podążyłam, ów szlakiem i po dobrych kilku minutach przystanęłam oniemiała u wejścia na omiecioną wieczorną poświatą polanę na jednej ze skarp.
Na przytulnym kocu zalegającym tuż na krawędzi pomimo nikłego światła dostrzegłam elegancką zastawę dla dwojga,
wokół dodając całości niesamowitego romantyzmu jaśniały dziesiątki, malutkich świeczek,
a przyjemnie ciepłe powietrze przeszywały dźwięki piosenki : ,, I don't wonna miss a thing" -
zespołu Aerosmith.
Piosenki podczas, której wraz z Arturem zatańczyliśmy pierwszy taniec,
piosenki w której akompaniamencie Szwajcar pewnego dnia poprosił mnie najpierw, o chodzenie, a kilka lat później, o rękę...
Z szerokim uśmiechem na drżących ze wzruszenia wargach rozejrzałam się w poszukiwaniu bruneta, a w końcu go zauważając stąpając na palcach zbliżyłam się do niego i objąwszy go od tyłu w pasie zaciągnęłam się intensywną perfumą.
Ten najpierw ujął w dłonie moje ręce, a następnie odwróciwszy się do mnie przodem delikatnie wziął w ramiona.
- Przepraszam skarbie...
Szepnął składając mi na czubku głowy subtelny pocałunek,
nie umiejąc mu na to odpowiedzieć jedynie mocniej objęłam go w pasie pozwalając by, ciepło jego ciała przelało się również na mnie.- Przepraszam za wszystkie dni kiedy nie miałem dla ciebie czasu, za wszystkie wieczory które spędzałaś samotnie i za nasze kłótnie, których ostatnimi czasy...było zdecydowanie za dużo.
Wnet pod moimi powiekami ponownie zebrało się morze łez, dlaczego ?
Kiedy tak staliśmy w mocnym uścisku ciałem byłam przy Arturze lecz moje mimo iż zranione, wciąż zaparte w uczuciach serce rwało się do tego,
który jednym słowem rozszarpał je na strzępy...
Chcąc zagłuszyć nagły przypływ emocji przycisnęłam wargi do ust Szwajcara i przymykając oczy w pełni oddałam się ulotnej chwili tak rzadkiej w naszym związku bliskości...
- Wszystkiego najlepszego Słońce.
Mruknął nagle na moment rozłączając nasze usta, czując nagły przypływ gorąca odsunęłam się minimalnie i spojrzawszy mu w oczy poczęłam gorączkowo rozmyślać jakie święto mogło wypaść mi z głowy...- Żeby następne nasze wspólne lata były lepsze od minionych...
Rocznica !
Dziś mijał trzeci rok naszej...
bliższej znajomości.
- Taak by, były lepsze.
Szepnęłam pozwalając by, pojedyncza łza w ciszy spłynęła po moim spłonionym policzku.
* * *
- Ależ one są piękne...
Jęknęłam patrząc na srebrzysty blask jaki roztaczał się na Mlecznej Drodze.
- Nie tak piękne jak ty.
Mruknął Artur delikatnie głaszcząc mój policzek.
Nie będąc przygotowana na tego typu komplement z jego strony zachichotałam zawstydzona i nie znajdując słów by, jakkolwiek zareagować jedynie zerknęłam na niego z płonącymi policzkami i posyłając ku niemu kolejny tego wieczoru uśmiech splatając palce na jego karku poprowadziłam nasze języki w długim tańcu, który z każdą sekundą przeistaczał się w żarliwą potrzebę bliskości, wymykając się spod mojej kontroli i na nowo rozbudzając we mnie to coś, co kiedyś pchnęło mnie w objęcia mężczyzny.
Jeszcze krwawiące serce wnet przemówiło i gdy tylko jego palce znalazły się blisko sprzączki od stanika z trudem hamując oddech odepchnęłam go od siebie i przepraszająco spoglądając w ogień pod jego powiekami, szepnęłam.:
- Ja... Nie mogę...
Brunet w jednej chwili oderwał się ode mnie, a powróciwszy na swoje miejsce zmierzył moją postać nic nierozumiejącym spojrzeniem, które jeszcze nasiliło uderzenia z jakimi do mojej świadomości powracała myśl, o konieczności wyznania mu całej prawdy.
- Jasne, rozumiem.
Skinął głową i rzucił mi pełne troski spojrzenie.
Przez chwilę siedząc po turecku tuż obok niego zastanawiałam się co miał na myśli, a zdając sobie z tego sprawę rozważyłam poważnie wymówienie się niedyspozycją.
Jednak tak szybko jak zaczęłam tak szybko również zakończyłam, ów rozmyślania i wziąwszy głęboki oddech zaczęłam.:
- Nie, to nie to...- bąknęłam zwracając ku sobie jego spojrzenie.- Długo nad tym myślałam,ale po wielu dniach... zrozumiałam, że powinieneś to wiedzieć...
Zamilkłam na chwilę by, móc dokładniej przyjrzeć się jego reakcji.
Nie był pewien do czego zmierzam, jego palce jeszcze bardziej zacieśniły się na mojej dłoni, a on zdjęty niepewnością patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
- To znaczy ?
Wydusił w końcu, a ja nabierając w płuca powietrza, niemal niesłyszalnym szeptem, odparłam.:
- Kłamałam...
______________
A oto i on...
Nie mogę uwierzyć, że za nami już trzydzieści rozdziałów !
Tak szybko minęło...
Właśnie, rozdział, jak się podobał ?
Czytajcie, piszcie i wracajcie w czwartek !
<3
:*
sobota, 22 sierpnia 2015
Rozdział 29
Z przeciągłym westchnieniem zerknęłam na ekran telefonu i zacisnąwszy palce na kubku z parującym napojem z zamyśleniem wbiłam wzrok w sufit.
Od ostatniej rozmowy z Jane dotychczas tłamszone przez rozsądek uczucie do Marsa jakby,
odżyło,
nabrało bardziej...jaskrawych barw i w pewnym sensie stało się czymś na kształt celu, do którego mniej lub bardziej świadomie chciałam,
zaczęłam dążyć.
W końcu naścienny zegar wybił godzinę szóstą, jak na zawołanie dopiłam resztkę kawy i przewiesiwszy na ramieniu torbę z najpotrzebniejszymi papierami z uśmiechem na ustach wyszłam z biura.
* * *
Z trudem przełykając ślinę wbiłam wzrok w tak dobrze znaną mi sylwetkę i choć przystanęłam z każdym oddechem moje tętno wzrastało, serce biło coraz szybciej, a po plecach poczęły gnać miliony dreszczy. Delikatnie potrząsając głową na moment odwróciłam wzrok w nadziei, że gdy ponownie spojrzę przed siebie jego już nie będzie, lecz tak się nie stało.
Wciąż tam stał, zaledwie kilka kroków przede mną, pogrążony w rozmowie z innym facetem nawet nie drgnął gdy stanęłam za jego plecami.
(...)
- Niesamowite, że ta laska z taką łatwością dała się nabrać na jedno głupie słowo...- odparł brunet z niekrytym podziwem kręcąc głową.- Ona naprawdę...
- Uhh ! Skończ już !- Warknąłem zapobiegając kolejnym wybuchom jego niedorzecznych krytyk względem szatynki.
Ten najwyraźniej zbity z tropu, obdarzywszy mnie krzywym uśmiechem jedynie spojrzał krzywo w moim kierunku.
- Stary, przecież chodziło tylko, o to by, cię nie wsadzili do pudła ! Idiotka, nawet się nie domyśliła...
- Tak, ale...
(...)
( ścieżka dźwiękowa-klik )
- Co ?- Załkałam, na co obaj mężczyźni zamarli w bezruchu.- Kłamałeś ?!
- Lana, ja...
- Ty szmaciarzu !
Wrzasnęłam z całej siły uderzając go w policzek.- To wszystko co powiedziałeś było
kłamstwem ?!
A ja ci wierzyłam ! Wierzyłam ci gdy mówiłeś, że kochasz, a ty... Nienawidzę cię !
Krzyknęłam i odwracając się na pięcie ruszyłam biegiem przed siebie, byle dalej od niego.
- Lana !
- Zostaw mnie !
- Posłuchaj mnie !
Krzyknął, a moje serce poczęło się łamać, z każdym słowem, krokiem, oddechem...wciąż na nowo.
Przyspieszyłam kroku, lecz nim dobrnęłam do jakiejkolwiek taksówki, na moim ramieniu boleśnie zacisnęły się palce brązowookiego. - Pozwól mi...
- Nie ma tu nic do tłumaczenia...- szepnęłam nie umiejąc nawet spojrzeć mu w oczy.- Powiedziałeś wystarczająco wiele... brawo znalazłeś sobie kolejną, naiwną szmatę !
Krzyknęłam i rzucając mu przepełnione bólem spojrzenie chwyciłam za klamkę od samochodu, chłopak jednak nie zwolnił uścisku...- Osiągnąłeś to co chciałeś. A teraz mnie zostaw !
- Proszę cię...
Nim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć moje ciało przyparto do drzwi samochodu,
a jego ciepłe wargi ponownie odnalazły moje drżące usta.
Po omacku odszukałam klamkę i wyrywając się z jego uścisku opadłam na tylne kanapy wozu.
- Zostaw mnie.
Szepnęłam przestając hamować łzy, które od dłuższej chwili poczęły napierać na powieki.
- Gdzie zawieźć ?
Na dźwięk głębokiego głosu starszego mężczyzny, za kierownicą po moim ciele przeszedł kolejny dreszcz.
- Niech pan, po prostu jedzie.
Odparłam, lecz nieusatysfakcjonowany mężczyzna jedynie spojrzał na mnie w lusterku.
- Zapytałem...
- Nie słyszałeś ?! Jedź !
Krzyknęłam, a gdy samochód w końcu ruszył rzuciłam za siebie szybkie spojrzenie.
Nasze oczy się odnalazły, a moje serce oficjalnie się rozdarło, odwróciłam wzrok i kryjąc twarz w dłoniach poddałam się kolejnym spazmom rozpaczy.
(...)
- Ty dupku !
Krzyknąłem rzucając się na stojącego nieruchomo Ryana.- Ty pierdolony dupku ! Wiedziałeś, że ona za mną stoi !
Ten jedynie wzruszył ramionami i śmiejąc się pod nosem mruknął :
- I kto tu jest dupkiem ? Po za tym kiedyś musiała się dowiedzieć.
- Ale nie w taki sposób !
Wrzasnąłem, co nie wywarło na nim żadnego wrażenia, jedynie zwróciło ku nam kilka zainteresowanych spojrzeń.- Z resztą...
To mówiąc ruszyłem biegiem w ślad za taksówką, która kilka minut temu zniknęła za zakrętem.
- Co ty robisz ?!
- Nie twój zasrany interes !
Krzyknąłem w odpowiedzi i nie zważając na setki gapiów przyspieszyłem kroku...
* * *
- Niech pan się zatrzyma.
Rozkazałam, gdy mężczyzna skręcił w ulicę oddaloną od mojego domu, o kilka przecznic.
- Ale...
- Do widzenia.
Wymamrotałam wpychając mu do ręki zapłatę.
- Jest pani pewna ? Zaczyna padać.
- Miłego dnia.
Ucięłam ignorując jego wcześniejsze słowa i szybko wysiadając z auta zatrzasnęłam za sobą drzwi, po czym wciskając ręce w kieszenie czarnego prochowca niespiesznie ruszyłam przed siebie, pozwalając by, mokre już włosy zakryły załzawione, podpuchnięte oczy.
Pół godziny później wciąż roztrzęsiona i pełna niewypowiedzianej rozpaczy stanęłam przed drzwiami domu i drżącymi palcami zapukałam mając nadzieję, iż Artura pomimo późnej pory jeszcze niema w domu.
Ku mojemu przerażeniu chwilę później w drzwiach ukazała się sylwetka Szwajcara.
- Lana ? Co się...
Po moich policzkach ponownie pociekły gorące krople, nawet na niego nie patrząc po prostu przepchnęłam się obok niego i nawet nie ściągając butów ruszyłam na górę, gdzie zatrzaskując za sobą drzwi z rozpaczliwym płaczem rzuciłam się na łóżko...
- Co się stało ?
Na dźwięk jego głosu , aż podskoczyłam i nie chcąc by, je zauważył wepchnęłam pod poduszkę pudełeczko drobnych tabletek nasennych.
- Wybacz, ale... ja... nie możesz tego wiedzieć.
Szepnęłam nawet na niego nie patrząc.
- Dlaczego ?
- Po prostu nie !
Załkałam i rzuciwszy mu zrozpaczone spojrzenie dodałam.- Chcę być sama.
- Na pewno ?
- Wyjdź !
Krzyknęłam przygryzając wargę.- Proszę...
________________________________________
Tego rozdziału obawiałam się od samego początku...;(
Kto się spodziewał ?
Piszcie jak wrażenia i wracajcie w poniedziałek !
:*
<3
Od ostatniej rozmowy z Jane dotychczas tłamszone przez rozsądek uczucie do Marsa jakby,
odżyło,
nabrało bardziej...jaskrawych barw i w pewnym sensie stało się czymś na kształt celu, do którego mniej lub bardziej świadomie chciałam,
zaczęłam dążyć.
W końcu naścienny zegar wybił godzinę szóstą, jak na zawołanie dopiłam resztkę kawy i przewiesiwszy na ramieniu torbę z najpotrzebniejszymi papierami z uśmiechem na ustach wyszłam z biura.
* * *
Z trudem przełykając ślinę wbiłam wzrok w tak dobrze znaną mi sylwetkę i choć przystanęłam z każdym oddechem moje tętno wzrastało, serce biło coraz szybciej, a po plecach poczęły gnać miliony dreszczy. Delikatnie potrząsając głową na moment odwróciłam wzrok w nadziei, że gdy ponownie spojrzę przed siebie jego już nie będzie, lecz tak się nie stało.
Wciąż tam stał, zaledwie kilka kroków przede mną, pogrążony w rozmowie z innym facetem nawet nie drgnął gdy stanęłam za jego plecami.
(...)
- Niesamowite, że ta laska z taką łatwością dała się nabrać na jedno głupie słowo...- odparł brunet z niekrytym podziwem kręcąc głową.- Ona naprawdę...
- Uhh ! Skończ już !- Warknąłem zapobiegając kolejnym wybuchom jego niedorzecznych krytyk względem szatynki.
Ten najwyraźniej zbity z tropu, obdarzywszy mnie krzywym uśmiechem jedynie spojrzał krzywo w moim kierunku.
- Stary, przecież chodziło tylko, o to by, cię nie wsadzili do pudła ! Idiotka, nawet się nie domyśliła...
- Tak, ale...
(...)
( ścieżka dźwiękowa-klik )
- Co ?- Załkałam, na co obaj mężczyźni zamarli w bezruchu.- Kłamałeś ?!
- Lana, ja...
- Ty szmaciarzu !
Wrzasnęłam z całej siły uderzając go w policzek.- To wszystko co powiedziałeś było
kłamstwem ?!
A ja ci wierzyłam ! Wierzyłam ci gdy mówiłeś, że kochasz, a ty... Nienawidzę cię !
Krzyknęłam i odwracając się na pięcie ruszyłam biegiem przed siebie, byle dalej od niego.
- Lana !
- Zostaw mnie !
- Posłuchaj mnie !
Krzyknął, a moje serce poczęło się łamać, z każdym słowem, krokiem, oddechem...wciąż na nowo.
Przyspieszyłam kroku, lecz nim dobrnęłam do jakiejkolwiek taksówki, na moim ramieniu boleśnie zacisnęły się palce brązowookiego. - Pozwól mi...
- Nie ma tu nic do tłumaczenia...- szepnęłam nie umiejąc nawet spojrzeć mu w oczy.- Powiedziałeś wystarczająco wiele... brawo znalazłeś sobie kolejną, naiwną szmatę !
Krzyknęłam i rzucając mu przepełnione bólem spojrzenie chwyciłam za klamkę od samochodu, chłopak jednak nie zwolnił uścisku...- Osiągnąłeś to co chciałeś. A teraz mnie zostaw !
- Proszę cię...
Nim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć moje ciało przyparto do drzwi samochodu,
a jego ciepłe wargi ponownie odnalazły moje drżące usta.
Po omacku odszukałam klamkę i wyrywając się z jego uścisku opadłam na tylne kanapy wozu.
- Zostaw mnie.
Szepnęłam przestając hamować łzy, które od dłuższej chwili poczęły napierać na powieki.
- Gdzie zawieźć ?
Na dźwięk głębokiego głosu starszego mężczyzny, za kierownicą po moim ciele przeszedł kolejny dreszcz.
- Niech pan, po prostu jedzie.
Odparłam, lecz nieusatysfakcjonowany mężczyzna jedynie spojrzał na mnie w lusterku.
- Zapytałem...
- Nie słyszałeś ?! Jedź !
Krzyknęłam, a gdy samochód w końcu ruszył rzuciłam za siebie szybkie spojrzenie.
Nasze oczy się odnalazły, a moje serce oficjalnie się rozdarło, odwróciłam wzrok i kryjąc twarz w dłoniach poddałam się kolejnym spazmom rozpaczy.
(...)
- Ty dupku !
Krzyknąłem rzucając się na stojącego nieruchomo Ryana.- Ty pierdolony dupku ! Wiedziałeś, że ona za mną stoi !
Ten jedynie wzruszył ramionami i śmiejąc się pod nosem mruknął :
- I kto tu jest dupkiem ? Po za tym kiedyś musiała się dowiedzieć.
- Ale nie w taki sposób !
Wrzasnąłem, co nie wywarło na nim żadnego wrażenia, jedynie zwróciło ku nam kilka zainteresowanych spojrzeń.- Z resztą...
To mówiąc ruszyłem biegiem w ślad za taksówką, która kilka minut temu zniknęła za zakrętem.
- Co ty robisz ?!
- Nie twój zasrany interes !
Krzyknąłem w odpowiedzi i nie zważając na setki gapiów przyspieszyłem kroku...
* * *
- Niech pan się zatrzyma.
Rozkazałam, gdy mężczyzna skręcił w ulicę oddaloną od mojego domu, o kilka przecznic.
- Ale...
- Do widzenia.
Wymamrotałam wpychając mu do ręki zapłatę.
- Jest pani pewna ? Zaczyna padać.
- Miłego dnia.
Ucięłam ignorując jego wcześniejsze słowa i szybko wysiadając z auta zatrzasnęłam za sobą drzwi, po czym wciskając ręce w kieszenie czarnego prochowca niespiesznie ruszyłam przed siebie, pozwalając by, mokre już włosy zakryły załzawione, podpuchnięte oczy.
Pół godziny później wciąż roztrzęsiona i pełna niewypowiedzianej rozpaczy stanęłam przed drzwiami domu i drżącymi palcami zapukałam mając nadzieję, iż Artura pomimo późnej pory jeszcze niema w domu.
Ku mojemu przerażeniu chwilę później w drzwiach ukazała się sylwetka Szwajcara.
- Lana ? Co się...
Po moich policzkach ponownie pociekły gorące krople, nawet na niego nie patrząc po prostu przepchnęłam się obok niego i nawet nie ściągając butów ruszyłam na górę, gdzie zatrzaskując za sobą drzwi z rozpaczliwym płaczem rzuciłam się na łóżko...
- Co się stało ?
Na dźwięk jego głosu , aż podskoczyłam i nie chcąc by, je zauważył wepchnęłam pod poduszkę pudełeczko drobnych tabletek nasennych.
- Wybacz, ale... ja... nie możesz tego wiedzieć.
Szepnęłam nawet na niego nie patrząc.
- Dlaczego ?
- Po prostu nie !
Załkałam i rzuciwszy mu zrozpaczone spojrzenie dodałam.- Chcę być sama.
- Na pewno ?
- Wyjdź !
Krzyknęłam przygryzając wargę.- Proszę...
________________________________________
Tego rozdziału obawiałam się od samego początku...;(
Kto się spodziewał ?
Piszcie jak wrażenia i wracajcie w poniedziałek !
:*
<3
środa, 19 sierpnia 2015
Rozdział 28
Wręczywszy taryfiarzowi odpowiednią kwotę nasunęłam na nos czarne Ray-Bany i wysiadłam z samochodu kierując swoje kroki ku posesji przyjaciółki.
Teoretycznie szłam tylko na spotkanie Jane, a praktycznie czułam się...
chyba gorzej niż podążając na rozmowę, o pracę...
Drżącymi palcami zapukałam do drzwi jej domu, a oczekując momentu, w którym szczupła brązowooka weń stanie poczęłam układać sobie w głowie wszystko, o czym chciałabym jej powiedzieć.
-...Lana ?
Z zamyślenia wnet wyrwał mnie głos brunetki.- Co tutaj robisz ?
Przełknąwszy cicho ślinę, zsunęłam okulary i posyłając jej nieśmiały uśmiech odparłam :
- Przyszłam cię przeprosić...za kłamstwa i wplątywanie cię w ten cały bałagan z Hernandezem...
Nie powinnam była...
Nim zdążyłam jeszcze coś dopowiedzieć znalazłam się w ramionach przyjaciółki.
- Lani... To ja przepraszam...- odparła odsuwając się ode mnie i nieśmiało łapiąc moje spojrzenie.- Nie powinnam była w ogóle wtrącać się w twoje uczucia, a co dopiero wygadywać tych wszystkich bzdur wtedy na plaży...Powinnam była...
Wiedząc do czego zmierza spuściłam jedynie wzrok.
- To już przeszłość.
Bąknęłam odpychając od siebie pamiętny wieczór.
- Jak to ?
- Ja... skończyłam z nim.
Pomiędzy nami nastała nagła cisza, Jane szukała słów, natomiast ja szukałam w jej spojrzeniu jakiejkolwiek emocji.
* * *
Od dłuższej chwili bez słowa podziwiałam jak krwisty trunek z wolna wypełnia kryształowy kieliszek,
w końcu jednak ku mojej uldze ciszę przerwała Jane.
- I to wszystko dla... Artura ?
Wyczuwając dziwne zawahanie w jej głosie obdarzyłam ją pełnym nie zrozumienia spojrzeniem.
- Po prawdzie... zrobiłam to... chyba ze strachu.
Sprostowałam usiłując również samej sobie dać odpowiedź na to pytanie.
- Strachu ?
- Nie wiem jak ci to wytłumaczyć... Chodzi, o to... myślałam, że tak będzie po prostu lepiej.
Bąknęłam, spoglądając w jej oczy z nadzieją, iż mnie zrozumie.
Nie rozumiała...
Znała mnie jak nikt inny , lecz nie rozumiała, z resztą co tu było do rozumienia.
Zostawiłam kogoś w kim się zakochałam poprzez przebłysk rozsądku,
który jak dotąd nie przyniósł mi nic dobrego, miałam zamiar powiedzieć oficjalne,
niemal nieodwracalne ,, tak" mężczyźnie, dla którego istniałam tylko od czasu do czasu, a sprawę ze wszystkich swoich błędów zdałam sobie zdecydowanie po nie w czasie.
- I jest lepiej ?
Nie umiejąc wydusić z siebie, ani słowa kiwnęłam przecząco, a czując charakterystyczne pieczenie pod powiekami jedynie przygryzłam dolną wargę i wbiłam wzrok w purpurę wieczornego nieboskłonu.
Najwidoczniej zauważając rozpacz jaką odciskają na mnie kolejne słowa dziewczyna zamilkła i podążając za moim spojrzeniem tylko ścisnęła palcami moją dłoń.
- Czemu na to pozwoliłam... ?
Jęknęłam w końcu pospiesznie ocierając z policzka samotną łzę, której nie zdołałam zatrzymać w ukryciu.
- Nie miałaś na to wpływu...
- Wciąż nie mam...- westchnęłam usilnie uspakajając drganie w głosie.- Zakochałam się w nim... Jak pieprzona małolata straciłam dla niego głowę, a gdy powiedział mi co do mnie czuje po prostu odeszłam.
Dokończyłam kryjąc twarz w dłoniach.
- A Artur ?
Z lekka zbita z tropu potrząsnęłam głową i ponownie przeniosłam wzrok w kierunku rozmówczyni.
- On... myśli, że jestem na niego obrażona za tą ostatnią kłótnię.
Mruknęłam mimowolnie śmiejąc się pod nosem na wspomnienie ostatniej wymiany zdań.
- A jesteś ?
- Nie. Ale... po tym co się wydarzyło...nie umiałabym spojrzeć mu w oczy, z resztą co niby miałabym mu powiedzieć ?
Zapytałam choć w mojej podświadomości już od dawna istniała odpowiedź na to pytanie.
- To co powinnaś...Prawdę.
Taak...
Jane miała rację nawet jeśli miała by, ona zaważyć na przyszłości naszej relacji
Sulvan powinien ją znać...
* * *
Powoli stawiając kolejne kroki z zamyśleniem przemierzałam oświetlone nikłą smugą zachodzącego Słońca ulice Los Angeles.
Może i będzie to kolejny wybój na mojej drodze, kolejny powód by, otworzyć szerzej oczy i dostrzec świat w rzeczywistych, szarych barwach, ale..
Ten kto nie gra, nie wygrywa.
Więc...
Czemu by, nie spróbować ponownie ?
________________________________
Sama nie wiem co sądzić, o tym rozdziale...
Są momenty, w których mi odpowiada,a są i takie, w których mam wrażenie, iż powinnam coś zmienić.
Ale jego ocenę pozostawiam Wam.<3
Ahhh nawet nie wiecie jak ja Was kocham...
I pragnę z tego miejsca OGROMNIE podziękować za te ponad 3000 wyświetleń !
Są dla mnie naprawdę dużą motywacją.
Jednak, koniec o mnie.
Chciałabym bowiem, przedstawić, skierować i naprowadzić Was na dwa niesamowite opowiadania, a mianowicie :
Ride or Die
Miłość czy przyjaźń
;D
Ps. Mam do Was ogromną prośbę, otóż nalegam, aby każdy kto przeczytał powyższy rozdział zostawił po sobie jakiś znak.
Thank you, and...
see you on Saturday sweethearts !
:*
Teoretycznie szłam tylko na spotkanie Jane, a praktycznie czułam się...
chyba gorzej niż podążając na rozmowę, o pracę...
Drżącymi palcami zapukałam do drzwi jej domu, a oczekując momentu, w którym szczupła brązowooka weń stanie poczęłam układać sobie w głowie wszystko, o czym chciałabym jej powiedzieć.
-...Lana ?
Z zamyślenia wnet wyrwał mnie głos brunetki.- Co tutaj robisz ?
Przełknąwszy cicho ślinę, zsunęłam okulary i posyłając jej nieśmiały uśmiech odparłam :
- Przyszłam cię przeprosić...za kłamstwa i wplątywanie cię w ten cały bałagan z Hernandezem...
Nie powinnam była...
Nim zdążyłam jeszcze coś dopowiedzieć znalazłam się w ramionach przyjaciółki.
- Lani... To ja przepraszam...- odparła odsuwając się ode mnie i nieśmiało łapiąc moje spojrzenie.- Nie powinnam była w ogóle wtrącać się w twoje uczucia, a co dopiero wygadywać tych wszystkich bzdur wtedy na plaży...Powinnam była...
Wiedząc do czego zmierza spuściłam jedynie wzrok.
- To już przeszłość.
Bąknęłam odpychając od siebie pamiętny wieczór.
- Jak to ?
- Ja... skończyłam z nim.
Pomiędzy nami nastała nagła cisza, Jane szukała słów, natomiast ja szukałam w jej spojrzeniu jakiejkolwiek emocji.
* * *
Od dłuższej chwili bez słowa podziwiałam jak krwisty trunek z wolna wypełnia kryształowy kieliszek,
w końcu jednak ku mojej uldze ciszę przerwała Jane.
- I to wszystko dla... Artura ?
Wyczuwając dziwne zawahanie w jej głosie obdarzyłam ją pełnym nie zrozumienia spojrzeniem.
Sprostowałam usiłując również samej sobie dać odpowiedź na to pytanie.
- Strachu ?
- Nie wiem jak ci to wytłumaczyć... Chodzi, o to... myślałam, że tak będzie po prostu lepiej.
Bąknęłam, spoglądając w jej oczy z nadzieją, iż mnie zrozumie.
Nie rozumiała...
Znała mnie jak nikt inny , lecz nie rozumiała, z resztą co tu było do rozumienia.
Zostawiłam kogoś w kim się zakochałam poprzez przebłysk rozsądku,
który jak dotąd nie przyniósł mi nic dobrego, miałam zamiar powiedzieć oficjalne,
niemal nieodwracalne ,, tak" mężczyźnie, dla którego istniałam tylko od czasu do czasu, a sprawę ze wszystkich swoich błędów zdałam sobie zdecydowanie po nie w czasie.
- I jest lepiej ?
Nie umiejąc wydusić z siebie, ani słowa kiwnęłam przecząco, a czując charakterystyczne pieczenie pod powiekami jedynie przygryzłam dolną wargę i wbiłam wzrok w purpurę wieczornego nieboskłonu.
Najwidoczniej zauważając rozpacz jaką odciskają na mnie kolejne słowa dziewczyna zamilkła i podążając za moim spojrzeniem tylko ścisnęła palcami moją dłoń.
- Czemu na to pozwoliłam... ?
Jęknęłam w końcu pospiesznie ocierając z policzka samotną łzę, której nie zdołałam zatrzymać w ukryciu.
- Nie miałaś na to wpływu...
- Wciąż nie mam...- westchnęłam usilnie uspakajając drganie w głosie.- Zakochałam się w nim... Jak pieprzona małolata straciłam dla niego głowę, a gdy powiedział mi co do mnie czuje po prostu odeszłam.
Dokończyłam kryjąc twarz w dłoniach.
- A Artur ?
Z lekka zbita z tropu potrząsnęłam głową i ponownie przeniosłam wzrok w kierunku rozmówczyni.
- On... myśli, że jestem na niego obrażona za tą ostatnią kłótnię.
Mruknęłam mimowolnie śmiejąc się pod nosem na wspomnienie ostatniej wymiany zdań.
- A jesteś ?
- Nie. Ale... po tym co się wydarzyło...nie umiałabym spojrzeć mu w oczy, z resztą co niby miałabym mu powiedzieć ?
Zapytałam choć w mojej podświadomości już od dawna istniała odpowiedź na to pytanie.
- To co powinnaś...Prawdę.
Taak...
Jane miała rację nawet jeśli miała by, ona zaważyć na przyszłości naszej relacji
Sulvan powinien ją znać...
* * *
Powoli stawiając kolejne kroki z zamyśleniem przemierzałam oświetlone nikłą smugą zachodzącego Słońca ulice Los Angeles.
Może i będzie to kolejny wybój na mojej drodze, kolejny powód by, otworzyć szerzej oczy i dostrzec świat w rzeczywistych, szarych barwach, ale..
Ten kto nie gra, nie wygrywa.
Więc...
Czemu by, nie spróbować ponownie ?
________________________________
Sama nie wiem co sądzić, o tym rozdziale...
Są momenty, w których mi odpowiada,a są i takie, w których mam wrażenie, iż powinnam coś zmienić.
Ale jego ocenę pozostawiam Wam.<3
Ahhh nawet nie wiecie jak ja Was kocham...
I pragnę z tego miejsca OGROMNIE podziękować za te ponad 3000 wyświetleń !
Są dla mnie naprawdę dużą motywacją.
Jednak, koniec o mnie.
Chciałabym bowiem, przedstawić, skierować i naprowadzić Was na dwa niesamowite opowiadania, a mianowicie :
Ride or Die
Miłość czy przyjaźń
;D
Ps. Mam do Was ogromną prośbę, otóż nalegam, aby każdy kto przeczytał powyższy rozdział zostawił po sobie jakiś znak.
Thank you, and...
see you on Saturday sweethearts !
:*
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Rozdział 27
[...]
Przetarłszy twarz ręką rzuciłem okiem na zalegający na szafce nocnej zegarek, a zdawszy sobie sprawę, iż nie usłyszałem dzwoniącego kilka godzin temu budzika z jękiem na powrót opadłem na poduszkę.
Od paru dni dręczyły mnie dziwne pytania, na które odpowiedź mogłem uzyskać tylko od jednej osoby, a ponieważ nasz kontakt urwał się... w zasadzie całkowicie każdego wieczoru dręczył mnie ogrom niedopowiedzeń i wątpliwości.
I chociaż bardzo bym chciał nie rozumiałem...
Wciąż nie rozumiem, nie umiem pojąć dlaczego dziewczyna tak łatwo się poddała i wróciła do codzienności, z której tak bardzo chciała się wyrwać, pomimo upływającego czasu również jej słowa tak jak tamtego dnia właściwie do mnie nie docierały...
W końcu pomimo wszechmocnie ogarniającej mnie niechęci powłócząc nogami powlokłem się do łazienki, a będąc już niemal w pełni przygotowanym na kolejny dzień narzuciłem na ramiona skórzaną kurtkę i w pośpiechu zgarniając z ławy dzieło jednej z kilku już bezsennych nocy wyszedłem z domu.
* * *
- Bruno !
Z odmętów zadumy wnet wyrwał mnie głos Erica, przestraszony aż podskoczyłem, a jako tako odzyskując trzeźwe myślenie spojrzałem po twarzach skupionych wokół mnie Hooliganów.
- Pytałem, czy wybierasz się z nami do klubu dziś wieczorem.
Przypomniał mężczyzna, a na mojej twarzy ponownie utkwiło kilka wyczekujących spojrzeń.
- Nie.
Mruknąłem po dłuższym zastanowieniu, czując że pierwszy raz w życiu świadomie i w pełnej zgodzie z każdą zachcianką, najzwyczajniej w świecie nie mam ochoty ani na imprezy, ani na jakąś większą zabawę. Czułem, że potrzebuję chwili...dla siebie.
Cholera, chyba się starzeję...
Mimo wyrażonej przeze mnie dezaprobaty żadna para oczu nie zaprzestała intensywnie wpatrywać się w mimikę mojej twarzy. Najwidoczniej wszyscy tutaj zebrani odebrali to jako żart...
- Nie idę.- Powtórzyłem, zastanawiając się jak ubrać w słowa wyjaśnienie ów decyzji.- Nie jestem ostatnio w...nastroju.
Bąknąłem w końcu mając nadzieję, że wypowiedz była wystarczająco zwięzła i zrozumiała.
I była.
Bez słowa patrzyłem jak studio pustoszeje, a gdy w końcu zostałem sam wyciągnąwszy z kieszeni kurtki poskładaną kartkę chwyciłem jedną z kilku stojących w rogu gitar akustycznych i usadowiwszy się na kanapie zerknąłem na rzędy nakreślonych nań liter.
Niewiele myśląc począłem subtelnie muskać struny instrumentu, pozwalając by pomieszczenie zalały przyjemnie kojące dźwięki gitary.
- If you ever leave me baby.
Leave some morphine at my door.
' Couse it would take a whole lot of medication
To realise what we used to have ,
We don't have it anymore .
There's no religion that could save me.
No metter how long my knees are on the floor.
So keep in mind all the sacrifices I'm makin'
To keep you by my side
And keep you from walkin' out the door...
Wnet po pomieszczeniu rozniósł się przytłumiony trzask, a w uchylonych drzwiach dostrzegłem postać Lawrence'a
Instynktownie ściągnąłem z kolan instrument, a położywszy go po drugiej stronie kanapy spojrzałem na przyjaciela.
- Czegoś zapomniałeś ?
Zapytałem w nadziei, iż mężczyzna jedynie wpadł po jakąś rzecz i- co znając Phila było mało prawdopodobne -nie przysłuchiwał się moim wypocinom.
- Nie dokładnie.
Odparł w końcu i już po chwili usadowiwszy się obok mnie, wzbudzając we mnie poczucie dyskomfortu, bezwstydnie zaczął wpatrywać się w moje oczy.- Powiesz co się dzieje ?
Przełknąwszy głośno ślinę spuściłem wzrok.
- Nic.
- Coś nie bardzo mnie to przekonuje, słuchaj...pytam bo, i ja i reszta zauważyliśmy że ostatnimi czasy jakby nie jesteś sobą, odseparowujesz się od nas...- przerwał na moment by, zerknąć na leżącą przed nami kartkę, z tekstem piosenki, po czym kręcąc głową z aprobatą ponownie wbił wzrok we mnie.
-To,o nią chodzi, prawda ?
Nie bardzo wiedząc, co mam mu powiedzieć jedynie kiwnąłem głową i idąc w jego ślady zawiesiłem spojrzenie na pisadełku.- Rozstaliście się ?
- Nie byliśmy parą.
Odparłem, nazbyt oschle co jednak nie zniechęciło go do dalszej dedukcji.
- Tja...
- Phil, ona ma narzeczonego.
Upomniałem dostrzegając, że jego oczy rozświetla blask rozbawienia.
- Narzeczonego ? To po jaką cholerę się w to pakowałeś ?!
Phil nie rozumiał co stało za tą sytuacją, bo i skąd wtajemniczeniu podlegał jedynie Ryan. On nie rozumiał, ja nie chciałem tłumaczyć dlatego po prostu zbyłem go tematem, jakiego faceci tykać nie lubią, czy też nie umieją.
- Zakochałem się w niej i...
- Aha no, no i postąpiłeś jak każdy prawdziwy facet, czyli pozwoliłeś jej odejść ?
- Nie. Ale nie bardzo nawet miałem jak ją zatrzymać, nie jest przecież moją własnością.
Na te słowa, ku mojemu zaskoczeniu na twarz przyjaciela wpełzło rozbawienie.
- Otwórz oczy stary ! Ta dziewczyna jest w ciebie wpatrzona jak w obrazek i gdyby mogła dała by, wszystko by, być twoja.
- Skąd niby to wiesz ?
- Bo, to widać.
- Widziałeś ją chyba raz na oczy !
Podniosłem głos, powoli przestając panować nad niewiadomego pochodzenia rozbawieniem.
- I tyle wystarczyło. Odeszła bo, coś ją do tego pchnęło, a dodatkowo ty pozostawiłeś jej wolną rękę, przyzwolenie.
I nagle zdałem sobie sprawę, jak wiele prawdy jest w tych słowach...
Lana nie była pokroju dziewczyn, które rzucają słowa na wiatr, ale czasami po prostu była zbyt krucha by, zdołać się komuś sprzeciwić...
Zbyt delikatna by, ten jeden pieprzony raz być egoistką.- Więc jeśli chcesz ją odzyskać to...musisz pokazać, że jesteś facetem i zawalczyć, o nią !
Zastanawiając się nad jego słowami jedynie kiwnąłem głową.
Jak mogłem być tak niedomyślny ?!
- A swoją drogą...To jak idziesz z nami ?
- Nie,chciałem jeszcze trochę nad tym...- uniosłem kartkę z tekstem potencjalnego,
nowego kawałka.- ...posiedzieć.
- Jasne, a skoro o tym mowa, naprawdę dobre...i jeślibyś się zgodził to myślę że mogło by, być...
Wiedząc do czego zmierza przerwałem mu.
- Wiesz...to dość osobiste.
- Rozumiem, ale mimo to zastanów się bo, to serio jest dobry materiał na singiel.
On nie odpuści...
- Zastanowię się.
Skwitowałem i kiwnąłem w jego stronę w geście pożegnania.
Na powrót zostając sam w studiu usiadłem wygodniej na kanapie i zawiesiwszy wzrok na stropie zacząłem rozważać słowa jakie dzisiaj padły.
Nim postanowiłem, iż czas się zbierać na myśl przyszło mi jedno zdanie, które już kilka dni później postanowiłem wdrożyć w życie.
Najwyższy czas pokazać jej, co na prawdę dla mnie znaczy...
________________________________________________________
Ahhh te wakacje...
Wiem, nie dałam rady dodać tego odcinka w poprzednią niedzielę, ale byłam na wyjeździe, aż do tego piątku, który był, wczoraj natomiast wróciłam do Anglii...
W skrócie się porobiło, ale za to zapowiadam iż teraz odcinki będą tak jak zawsze !
Cieszycie się ??:D
A właśnie odcinek...
Pierwszy w pełni z perspektywy Bruna.
Co sądzicie ?
Komentujcie więc i wracajcie w środę !
( Tak tą środę co jest po jutrze ;)
:*
<3
Przetarłszy twarz ręką rzuciłem okiem na zalegający na szafce nocnej zegarek, a zdawszy sobie sprawę, iż nie usłyszałem dzwoniącego kilka godzin temu budzika z jękiem na powrót opadłem na poduszkę.
Od paru dni dręczyły mnie dziwne pytania, na które odpowiedź mogłem uzyskać tylko od jednej osoby, a ponieważ nasz kontakt urwał się... w zasadzie całkowicie każdego wieczoru dręczył mnie ogrom niedopowiedzeń i wątpliwości.
I chociaż bardzo bym chciał nie rozumiałem...
Wciąż nie rozumiem, nie umiem pojąć dlaczego dziewczyna tak łatwo się poddała i wróciła do codzienności, z której tak bardzo chciała się wyrwać, pomimo upływającego czasu również jej słowa tak jak tamtego dnia właściwie do mnie nie docierały...
W końcu pomimo wszechmocnie ogarniającej mnie niechęci powłócząc nogami powlokłem się do łazienki, a będąc już niemal w pełni przygotowanym na kolejny dzień narzuciłem na ramiona skórzaną kurtkę i w pośpiechu zgarniając z ławy dzieło jednej z kilku już bezsennych nocy wyszedłem z domu.
* * *
- Bruno !
Z odmętów zadumy wnet wyrwał mnie głos Erica, przestraszony aż podskoczyłem, a jako tako odzyskując trzeźwe myślenie spojrzałem po twarzach skupionych wokół mnie Hooliganów.
- Pytałem, czy wybierasz się z nami do klubu dziś wieczorem.
Przypomniał mężczyzna, a na mojej twarzy ponownie utkwiło kilka wyczekujących spojrzeń.
- Nie.
Mruknąłem po dłuższym zastanowieniu, czując że pierwszy raz w życiu świadomie i w pełnej zgodzie z każdą zachcianką, najzwyczajniej w świecie nie mam ochoty ani na imprezy, ani na jakąś większą zabawę. Czułem, że potrzebuję chwili...dla siebie.
Cholera, chyba się starzeję...
Mimo wyrażonej przeze mnie dezaprobaty żadna para oczu nie zaprzestała intensywnie wpatrywać się w mimikę mojej twarzy. Najwidoczniej wszyscy tutaj zebrani odebrali to jako żart...
- Nie idę.- Powtórzyłem, zastanawiając się jak ubrać w słowa wyjaśnienie ów decyzji.- Nie jestem ostatnio w...nastroju.
Bąknąłem w końcu mając nadzieję, że wypowiedz była wystarczająco zwięzła i zrozumiała.
I była.
Bez słowa patrzyłem jak studio pustoszeje, a gdy w końcu zostałem sam wyciągnąwszy z kieszeni kurtki poskładaną kartkę chwyciłem jedną z kilku stojących w rogu gitar akustycznych i usadowiwszy się na kanapie zerknąłem na rzędy nakreślonych nań liter.
Niewiele myśląc począłem subtelnie muskać struny instrumentu, pozwalając by pomieszczenie zalały przyjemnie kojące dźwięki gitary.
- If you ever leave me baby.
Leave some morphine at my door.
' Couse it would take a whole lot of medication
To realise what we used to have ,
We don't have it anymore .
There's no religion that could save me.
No metter how long my knees are on the floor.
So keep in mind all the sacrifices I'm makin'
To keep you by my side
And keep you from walkin' out the door...
Wnet po pomieszczeniu rozniósł się przytłumiony trzask, a w uchylonych drzwiach dostrzegłem postać Lawrence'a
Instynktownie ściągnąłem z kolan instrument, a położywszy go po drugiej stronie kanapy spojrzałem na przyjaciela.
- Czegoś zapomniałeś ?
Zapytałem w nadziei, iż mężczyzna jedynie wpadł po jakąś rzecz i- co znając Phila było mało prawdopodobne -nie przysłuchiwał się moim wypocinom.
- Nie dokładnie.
Odparł w końcu i już po chwili usadowiwszy się obok mnie, wzbudzając we mnie poczucie dyskomfortu, bezwstydnie zaczął wpatrywać się w moje oczy.- Powiesz co się dzieje ?
Przełknąwszy głośno ślinę spuściłem wzrok.
- Nic.
- Coś nie bardzo mnie to przekonuje, słuchaj...pytam bo, i ja i reszta zauważyliśmy że ostatnimi czasy jakby nie jesteś sobą, odseparowujesz się od nas...- przerwał na moment by, zerknąć na leżącą przed nami kartkę, z tekstem piosenki, po czym kręcąc głową z aprobatą ponownie wbił wzrok we mnie.
-To,o nią chodzi, prawda ?
Nie bardzo wiedząc, co mam mu powiedzieć jedynie kiwnąłem głową i idąc w jego ślady zawiesiłem spojrzenie na pisadełku.- Rozstaliście się ?
- Nie byliśmy parą.
Odparłem, nazbyt oschle co jednak nie zniechęciło go do dalszej dedukcji.
- Tja...
- Phil, ona ma narzeczonego.
Upomniałem dostrzegając, że jego oczy rozświetla blask rozbawienia.
- Narzeczonego ? To po jaką cholerę się w to pakowałeś ?!
Phil nie rozumiał co stało za tą sytuacją, bo i skąd wtajemniczeniu podlegał jedynie Ryan. On nie rozumiał, ja nie chciałem tłumaczyć dlatego po prostu zbyłem go tematem, jakiego faceci tykać nie lubią, czy też nie umieją.
- Zakochałem się w niej i...
- Aha no, no i postąpiłeś jak każdy prawdziwy facet, czyli pozwoliłeś jej odejść ?
- Nie. Ale nie bardzo nawet miałem jak ją zatrzymać, nie jest przecież moją własnością.
Na te słowa, ku mojemu zaskoczeniu na twarz przyjaciela wpełzło rozbawienie.
- Otwórz oczy stary ! Ta dziewczyna jest w ciebie wpatrzona jak w obrazek i gdyby mogła dała by, wszystko by, być twoja.
- Skąd niby to wiesz ?
- Bo, to widać.
- Widziałeś ją chyba raz na oczy !
Podniosłem głos, powoli przestając panować nad niewiadomego pochodzenia rozbawieniem.
- I tyle wystarczyło. Odeszła bo, coś ją do tego pchnęło, a dodatkowo ty pozostawiłeś jej wolną rękę, przyzwolenie.
I nagle zdałem sobie sprawę, jak wiele prawdy jest w tych słowach...
Lana nie była pokroju dziewczyn, które rzucają słowa na wiatr, ale czasami po prostu była zbyt krucha by, zdołać się komuś sprzeciwić...
Zbyt delikatna by, ten jeden pieprzony raz być egoistką.- Więc jeśli chcesz ją odzyskać to...musisz pokazać, że jesteś facetem i zawalczyć, o nią !
Zastanawiając się nad jego słowami jedynie kiwnąłem głową.
Jak mogłem być tak niedomyślny ?!
- A swoją drogą...To jak idziesz z nami ?
- Nie,chciałem jeszcze trochę nad tym...- uniosłem kartkę z tekstem potencjalnego,
nowego kawałka.- ...posiedzieć.
- Jasne, a skoro o tym mowa, naprawdę dobre...i jeślibyś się zgodził to myślę że mogło by, być...
Wiedząc do czego zmierza przerwałem mu.
- Wiesz...to dość osobiste.
- Rozumiem, ale mimo to zastanów się bo, to serio jest dobry materiał na singiel.
On nie odpuści...
- Zastanowię się.
Skwitowałem i kiwnąłem w jego stronę w geście pożegnania.
Na powrót zostając sam w studiu usiadłem wygodniej na kanapie i zawiesiwszy wzrok na stropie zacząłem rozważać słowa jakie dzisiaj padły.
Nim postanowiłem, iż czas się zbierać na myśl przyszło mi jedno zdanie, które już kilka dni później postanowiłem wdrożyć w życie.
Najwyższy czas pokazać jej, co na prawdę dla mnie znaczy...
________________________________________________________
Ahhh te wakacje...
Wiem, nie dałam rady dodać tego odcinka w poprzednią niedzielę, ale byłam na wyjeździe, aż do tego piątku, który był, wczoraj natomiast wróciłam do Anglii...
W skrócie się porobiło, ale za to zapowiadam iż teraz odcinki będą tak jak zawsze !
Cieszycie się ??:D
A właśnie odcinek...
Pierwszy w pełni z perspektywy Bruna.
Co sądzicie ?
Komentujcie więc i wracajcie w środę !
( Tak tą środę co jest po jutrze ;)
:*
<3
Subskrybuj:
Posty (Atom)